26 października 2014

futra, futerka

Futra, och futra. Nie pamiętam, ale pewnie w zeszłym roku pisałam już o nich notkę. Moja ulubiona odzież wierzchnia na zimę i zimne jesienne dni. Chyba mogę już nazwać to kolekcjonowaniem, gdyż gdy tylko widzę jakieś futerko, od razu biorę pod uwagę kupno. Aktualnie mam ich siedem, w tym dwa prawdziwe (przepraszam wszystkich obrońców zwierząt :/). Tylko jedno z nich kupiłam w prawdziwym sklepie ze skórami, resztę zdobyłam w second handach. Niemożliwe? A jednak. To, które dziś pokazuję kosztowało tylko 280 zł, a jest z norek! Po raz kolejny powtarzam - warto czasami zajrzeć do lumpeksu ;) 
Niektórzy je kochają, a inni nienawidzą. Według mnie pasują do wszystkiego, podkreślają każdą stylizację i nadają charakteru. Nie zawsze futro = wymuszona elegancja, lans. Trzeba umieć je dobierać, idealnie współgrają z całkiem zwykłą i skromną resztą stroju. 
Jeszcze jakieś plusy? Są po prostu ciepłe i do tego przyjemne w dotyku. Jeszcze nigdy nie zmarzłam mając na sobie jedno z futerek. 
Powiem tyle - podejrzewam, że tej zimy na blogu będziecie oglądać je niezmiernie często ;)









































 fotograf - Filip Odrowąż-Pieniążek

koszula - zara
spodnie - river island
futro - second hand
buty - jeden ze sklepów w Barcelonie

reszta elementów opisana jest w starszych postach :)

5 komentarzy:

  1. moze i wszystko wyglada pieknie-bo ta stylizacja jest idealna.I moze te futra sa cieple,ale stanowczo mowie im NIE!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też uwielbiam futra! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Już niedługo sezon futerkowy będzie w pełni otwarty! :P

    www.na-dwoje-babka-wrozyla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń