30 września 2015

zac efron

Korzystając z faktu, że ostatnio moje życie wygląda jak jesienna kupa liści zalana deszczem, pomyślałam, że pokażę Wam czym, a raczej kim, mówiąc potocznie "jaram się" od dłuższego czasu.
Ostatni miesiąc wakacji, dla niewtajemniczonych - wrzesień, spędzam robiąc tylko kilka prostych rzeczy, które trzymają mnie przy marnym, ale jednak, życiu. Śpię, jem, przeglądam głupie strony internetowe i inne marnujące czas aplikacje (tutaj pojawiają się trzy gałęzie. 1. Oglądam piękne życie innych ludzi. Po prostu z zazdrością śledzę co celebryci zamawiają w knajpie śniadaniowej, jakie drogie buty właśnie kupili, gdzie jadą na sesję zdjęciową i z kim imprezują w szaloną wtorkową noc. 2. Rozmarzonym wzrokiem przeglądam zakładki z luksusowymi torebkami, na które nie było by mnie stać gdybym nawet sprzedała obie nerki. 3. Marnuję moje cenne życie patrząc jak inni rozżaleni frustraci robią z siebie debili we w sumie całkiem śmiesznych siedmio sekundowych filmikach.), nagrywam Snapy i oglądam filmy. Właśnie! Na filmach dziś chciałabym się skupić.
Po obejrzeniu wszystkich części, od przodu i od tyłu, mojego ulubionego Harrego Pottera, pomyślałam, że wrócę na kilka chwil do czasów podstawówki. Odpaliłam wszystkim raczej znany, kultowy High School Musical. Potem poleciała część druga i ta najbardziej dorosła, o wyborze studiów i przyszłości, część trzecia. DVD z trasy koncertowej odpuściłam, ale ze łzami w oczach przesłuchałam porysowane, wręcz zdarte soundtracki. W pewnym momencie tej błogiej retrospekcji do czasów dzieciństwa, poczułam, że moja miłość do Troya Boltona wcale nie ustała, a raczej porządnie i dorodnie dojrzała aby z całych sił wkraść się do mojej głowy z wielkim, migającym bilboardem "KOCHAM ZACA EFRONA". Co się potem działo? Czyste szaleństwo. Na przemian "Lakier do włosów", "Ten niezręczny moment", "17 again", "Sąsiedzi", "Szczęściarz" no i najnowszy "We are your friends", który codziennie dodatkowo zabija doznaniami za każdym razem, gdy włączam soundtrack. 
Lista filmów, w którch gra Zac jest jeszcze długa, ale spokojnie, mam w zanadrzu kilka żałosnych dni kiedy nadrobię zaległości. Hej, żeby było jasne - nie liczcie na rzetelną recenzję gry aktorskiej Efrona. Czytacie właśnie wywód rozżalonej i zakochanej dziewiętnastolatki z Krakowa, która nawet gdyby sprzedała duszę diabłu nie miałaby szans na luźną gadkę przy drinku z tym oto panem. Niestety aktualnie jest zajęty, ale nie poddaję się, hollywoodzkie realia nie sprzyjają długim związkom. Jedyną kobietę, którą akceptowałam to Vanessa Hudgens, naszą filmową Gabriellę Montez, która tak cudownie śpiewała w duecie ze swoim ukochanym Troyem…
Na koniec wrzucam kilka całkiem przyjemnych zdjęć mojej starej miłości, z dedykacją dla wszystkich samotnych, pogrążonych w jesiennej depresji, smutnych księżniczek.
Dobranoc!
PS. Bądźcie czujni! Jutro lub pojutrze konkurs na Instagramie lub Facebooku!


















3 komentarze:

  1. We are your friends superowe bo z zakiem
    http://happinessismytarget.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  2. I aż trudno uwierzyć, że z High School Musical podobał mi się Corbin więcej, niż Zac :p Teraz jest na odwrót :D
    Super post :)
    Mój Blog - zerknij! Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń